12 sierpnia godzina 14:28
Wiecie co? Czasami mam tak ,że naprawdę nie mam ochoty być radosny. Owszem, to nie jest zdrowe itd., ale czasami mam też tak ,że nawet nie potrafię sam z Siebie radości wydobyć. Owszem też są momenty kiedy to ta radość przychodzi, jest miło na sercu, na duszy itd. ale to jest chwilowe. Dzisiaj co prawda miałem taki moment, ale to było na naprawdę bardzo krótki czas... a chciało by się na dłużej.
Wszedłem na WoW'a, pograłem sobie i też zagrałem z Nią. Cudownie było usłyszeć jej głos. Taki piękny niczym najpiękniejsze kwiaty świata, taki Niewinny niczym niedawno urodzone Niemowlę. Zmartwiła mnie tylko jedna rzecz... Słowo szpital. Tak mnie to zmartwiło ,że po prostu chciało by się zaraz ruszyć na pomoc, ale WAIT, WAIT, nie tak prędko, po co tam masz iść i pomagać? Bo chcę cholera jasna. Dobrze, fajnie ,że chcesz ,ale może ten ktoś nie chce? Wiem, i dlatego zostawię w spokoju... Łatwo się poddajesz wiesz? Wiem ,że łatwo, ale nic na to nie poradzę. Ona na pewno by mnie nie chciała widzieć w takim stanie jakim ja jestem... Słuszna uwaga.
Koniec tego dobrego... może i przesadzam z tym jak wyglądam itd., w sercu to wygląda naprawdę tragicznie. Czasami mam wrażenie ,że to serce Umarło. Tak po prostu Umarło. Walczyło o życie jeszcze przez parę dni, ale w końcu skonało niczym Pies przywiązany do drzewa w upalny dzień bez wody i jedzenia, a teraz pozostały tylko kości. Pragnę ,aby to serce wróciło do życia. Może jest szansa na to ,żeby wskrzesić to co umarło. Niestety ,tylko cud może to sprawić. Wierzę w cuda itd. ,ale nie takie... Wierzę w Boga dzięki niej również... W pewnym momencie chciało by się powiedzieć - Czemu mi to cholera robisz? Po co mi to robisz? Ale tym razem było inaczej. Nie odwróciłem się od niego i nie odwrócę. Tak jak obiecałem. Tak pozostanie.
Nałogi - niby pomagają co? Może i niektóre tak, ale niektóre pogrążają. Alkohol na pewno, Fajki? hm. Ja bym powiedział ,że potrafią uspokoić. Obniżają ciśnienie itd. dlatego ma się wrażenie ,że jest się spokojniejszym. Co prawda rzuciłem Palenie dosyć dawno temu. Ale wróciłem... Tak i jeżeli ty drogi czytelniku drogi czytasz, możesz powiedzieć - ty Idioto, na co wróciłeś? Bo nie wytrzymałem presji, a chciałem chociaż trochę być spokojny. Efekty już są. Jestem bardziej spokojny, ale niestety kaszel niemiłosierny potrafi zaatakować... i to taki ,że raz to moja Mama chciał już pogotowie wzywać... Ale powiedziałem nie, to minie. Potem usłyszałem, "Chcesz umrzeć czy co?" wiecie co powiedziałem? Nie chcę umierać, bo szanuję swoje życie, ale jeżeli takie życie jakie mi ofiarowano ma być, to wolałbym jednak umrzeć.
Przestałem wierzyć w nadzieje. Przestałem wierzyć w najpiękniejsze Cuda jakie mogą dać człowiekowi, choć wiem ,że niektórzy je doznają. Ja nigdy nie doznam, chciałbym doznać takiego Cudu raz jeszcze. Lecz... czasami bym nie chciał. Jeżeli taki plan został napisany dla Mojej Osoby, żeby żyć w smutku. To niech już tak pozostanie... Ja pójdę do przodu i zrobię to. Co mówiłem w poprzednim Poście.
Na Koniec powiem wam tak... Żyjcie w szczęściu i miłości, róbcie wszystko ,żeby ta osoba była właśnie najszczęśliwszą osobą na ziemi. Ja chciałem to zrobić i próbowałem... Ale jednak nie powinienem... I jak ktoś mi udowodni swoją miłość ( Życzę powodzenia ,bo to będzie mega cholernie trudne, niczym level over 9000 Korean Power ) to docenię i pójdę za nią w Ogień. Lecz jeżeli będzie próbować w taki sposób ,że będzie chodziło tylko o przygodę. To niech lepiej spierdala.
Fajnie znowu pisać tutaj :) przynajmniej tutaj mogę wylać te myśli...
Przynajmniej Tutaj...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz